24 grudnia 2007.Jędrzej powiedział, że zazwyczaj naprawdę uzdolnieni pisarze mają kryzys twórczy w momencie, gdy są szczęśliwi, ponieważ artysta syty nie ma nic do powiedzenia. Teraz najlepiej bym chodziła ubrana w różowy dres rozmiaru xxl, bo w sumie czuję się jak trylionowo kilogramowy mamut w epoce do zarzygania nudnego dramatu. Zacznijmy od faktu, że nie wiesz nic o moim charakterze, usposobieniu, nie wiesz kiedy płaczę, kiedy się śmieję i jak wyglądam, kiedy się nie uczeszę, a ona wie i to dlatego. Nie zachowuj się jak jakiś pieprzony heros, dobrze? Zrzuciłeś na mnie wieżę ajfla z zamiarem zamknięcia mi ust, a jedynie połamałeś wszelkie kości zahamowania. ..tak sobie siedzę monologując do Moniki, wykpiwam szablonowe życzenia świąteczne, po monitorze latają mi grube pingwiny i analizuje [tak, Moniko, anal] moje życie prywatne, a właściwie nieprywatne, bo wystawiam je na próbę ogarnięcia wielu niepotrzebnych mi do funkcjonowania ludzi. W sumie, no i co z tego. Przejdźmy do sedna sprawy, mianowicie naszła mnie bardzo przerażająca myśl, że zaraz skończy się rok 2007, znowu urosnę i będę musiała wyrzucić połowę zawartości szafy, a od śmiania się będę miała zmarszczki mimiczne. Poznałam przez ten pseudo piękny czas masę osób, które deklarowały, że o mnie zadbają i różne bajery, na które jak zwykle dałam się nabrać, ech, te nawyki pięciolatka. A teraz siedzę tutaj sama i na palcu jednej ręki mogę wyliczyć te prawdziwe i godne zaufania osoby, które są ze mną mimo napadów złości, skłonności samobójczych, rozdwojenia jaźni, nad interpretowania intencji, przesadnego samokrytycyzmu i marudzenia po dwóch krokach, że się zmęczyłam. Znowu dostałam na święta tasakiem w dupę, ten bezpośredni ton mojej wypowiedzi ma Ci zasugerować, skarbie, że dosadnie mnie zniszczyłeś, więc nie miej do mnie pretensji, że zakłóciłam Twój wewnętrzny, alfabetycznie ułożony spokój. Generalnie pocieszam się faktem, że miesiąc temu miałam ochotę zamordować 89% społeczności, a w tym grudniowym dniu, w którym ponoć powinnam otworzyć moje serduszko na wszystkich ludzi (w tym rasistów, nazistów itp) ten przerażająco wysoki procent wzrósł jedynie o 9,3 procentów chęci. Także, podsumowując ; nie chce mi się już szczerze pogłębiać w mojej jednostronnej staranności, pocieszaniu wszystkich, którzy mnie zjeżdżają o byle gówno, więc życzę Wam wszystkim żebyście w końcu zadbali o własne zasyfione mózgi :* rockin' around the chritmas tree! Chciałabym podziękować paru osobom za wszystko i za nic, więc ; KOCHAM WAS! :* KALENDARIUM CHWIL : - STEGNA, GDAŃSK, BIESZKOWICE całe życie słodkie jak kisiel z Klaudią i Moniką :* cieszę się, że nadal mimo wszystkich osób wysyłających w nas pociski nadal nam na sobie zależy i can't liiiiiiiiiiiiv łidałczju! kłapenty i nagha. 24/12/2007 12:34:11 [komentarzy 4] Komentuj 24 Sierpnia 2007.Mhm, generalnie cudowny portal o nazwie blog for you informuje mnie od co najmniej tygodnia, że mój zawsze nienagannie prowadzony i codziennie uaktualniany blog jest nieaktywny! Och, poczułam niewyobrażalnie gigantyczny respekt za dopatrzenie się tego haniebnego faktu. Wnioskując po tym przymiotniku zaczynającym się na nie, można spokojnie dowiedzieć się, że zaniedbując internetowy brulion bez linii spędzam czas na pożytecznych zajęciach mających wpływ na moją przyszłość. Przez tydzień mieszkałam wraz z moim Fraglesem w kambodżańskiej rezydencji blisko wyimaginowanego oceanu, będącym w realnym świecie i czasie niewiarygodnie czystym jeziorem. [lokalizacja ; Bieszkowice] To było w 1/10 smutne doświadczenie, gdyż odczułyśmy wielkie pokłady zazdrości samców, którzy również chcieliby patrząc w lustro widzieć tak obfity biust jak zawartość portfeli polityków, którzy znają się tylko na propagowaniu agresji wśród starszych i ponoć mądrzejszych. Będąc blisko z naturą nasz poziom kultury niekwestionowanie wzrósł o przynajmniej 0,003% i nie sadze, żeby przysłużyły się do tego zakupy specjalnie sprowadzanej biżuterii z którą się dumnie obnosiłyśmy. Uświadomiłyśmy sobie wraz z Moniką, że musimy być chore na nieopatentowaną jeszcze chorobę, ponieważ wśród szanownego zgromadzenia naszych znajomych nikt nie wspominał o swojej potrzebie powrotu do instytucji pseudo kretynów, którzy później będą szmacić swoją osobowość przy pracodawcy. Haha, zaopatrzyłam się w mój niezbędny zestaw przedszkolaka artysty i teraz mogę być bezpieczną uczennicą szkoły pod przewodnictwem posiadaczki najbardziej perwersyjnego nazwiska i szokować moją infantylnością przy doborze okładek! [a czasami niespotykaną brutalnością, tak jak w przypadku zaplanowanego ataku ilustracją przedstawiającą kota myślącego o chomiku w wiadomej kategorii.] Ogłoszenie parafialne ; jeśli ktokolwiek znieważy moje starania w doborze kredek i ukradnie po raz kolejny czarny kolor ku czci Belzebuba – zginie bez spowiedzi. Trochę mnie frustruję ponowne obcowanie ze spaczonymi umysłami w których osiedliły się Dragon Ball’e, ale to działa w obydwie strony, bo ja jestem zmanipulowana różnokolorowymi pussy misiami z mojego dzienniczka słusznie podpisanego ‘toysland’. Kończę moją przeładowaną optymizmem notkę! Pzdrawiam szystkich. kłapenty i nagha. 24/08/2007 16:11:18 [komentarzy 3] Komentuj 13 Czerwca 2007Przytulam się do pościeli stojąc bez skarpetek przed głośnym czajnikiem o godzinie siódmej pięć. Słońce bez elektryczności przypala mi chleb na kolor rumiany w tosterze. Wysyłam "good day my angel" przez tysiące przecznic o rozbitych kątach. Planów tyle co negatywnych myśli rozproszonych w słońcu i zawiązywania butów w dwie minuty. Aha, a tak w ogóle jest czadowo i fajniuśnie. Miłych wakacji! (moje napewno będą, haha) kłapenty i nagha. 13/06/2007 13:21:42 [komentarzy 6] Komentuj 30 Marca 2007.Mmm, niczym profesjonalny DJ miksujesz winyle gatunków mojego samopoczucia. Odczucia dotyczące urodzin różnią się od siebie jak odcienie balejażu.Zacznijmy od faktu, iż kobiety właściwie o wiele przewyższają możliwości fizyczne mężczyzn. Przykładowo zaobserwowałam opisywane zjawisko na lekcji wuefu. Nie żebym praktykowała feminizm i uwielbiała partię kobiet, ale również wcale nie twierdzę, że przeznaczeniem płci pięknej jest jednoczenie się z kuchnią pełną pary. Współczesne superwomen w spiżarni posiadają dożywotni zapas obiado-śniadanio-kolacjo jedzenia w proszku. Oczywiście ich zafascynowanie telewizorem mężowie nie dostrzegają różnicy pomiędzy naturalnymi składnikami, a zupełnym im przeciwieństwie. Więc wcale nie przez żołądek do serca, bo przy odpowiednim studiowaniu podręcznika typu ; jak, gdzie i co mamy powiedzieć, wszystko smakuje jak u mamy panie kapitanie. Więc ulubione ksiensnicki przekrzykują mnie jak politycy w sejmie, z coraz to nowszymi i bardziej szalonymi neologizmami. I lubię biegać z nimi po bomi kupując głównie niewskazane produkty ponoć zatrzymujące rozwój, słuchać Klaudii broniącej mnie przed wściekłymi drzwiami i nieuprzejmymi marketowymi wózkami, śmiać się w stylu Paris Hilton z opadającą lewą powieką, gdy Paulina rozmawia przez telefon histeryzując w trakcie seansu filmowego. Lubię też poprawiać Monikę i uczyć ją podstaw etyki. Potrafię być przytrzaśniętą ofiarą kinowych obrotowych drzwi. Być może powinni zastosować ową metodą na Kochanym Ministrze Giertychu. Terapia wstrząsowa spowodowałaby wskazany racjonalizm. Badania wykazały, że test na Marcie Wu wspomógł krajową izbę leczenia kobiet z rozdwojoną jaźnią. Testosteron to genialna ekranizacja codziennego życia mężczyzn zdominowanych przez przypadkowo poznane żony, które przedtem spotykały się z Twoim bliskim znajomym. Mru, uwielbiam specyficzny rodzaj satyry realii. Dziękujem z pewnom nieśmiałościom : Paulince – za przymusowy test kondycyjny, zdany według mnie na sześć z plusem, wysłuchiwanie rozmawiając z Klaudią pokazu małych depresji, śliczny portfel z czterookim bandytą :* i, że jest – a przede wszystkim nie zamierza uciekać za ocean w poszukiwaniu kliniki odwykowej – odzwyczajającej od Martusi. Klaudusi – za przytulanie mnie od siedmiu lat, cfaniakowate uśmiechy na ruchomych schodach, planowanie gigantycznych procesów wysyłania pocisków w nieznajomych, za wszystko co ocenzurowane w naszym i nikogo innego świecie :* <3 Monisi – komunikowanie się przez telefon, chociaż odległość między nami wynosiła pięć centymetrów :* bankrutowanie przy zakupie popcornu i śmiech, który będzie mi towarzyszył nawet na ślubie <3 kłapenty i nagha. 30/03/2007 21:46:21 [komentarzy 9] Komentuj 27 Marca 2007.przedWIELKAnocneJOŁ.![]() Im bliżej lata tym więcej remontów. W gruncie rzeczy oczywiste jest, iż większość populacji pragnie odczuwać satysfakcje własnej, lub robotników pochłaniającej pracy. Być może poukładane życie jest odczuwalnie korzystniejsze. Jedynie martwi mnie pretensjonalne zachowanie wyznawczyń imperium Rydzyka w kaskach moherowych. Nigdy nie słuchałam żadnej z cudownie uzdrawiających audycji przez przedpotopowy odbiornik, ale wątpię, żeby ich rządy polegały na propagowaniu ; wyrzucę telewizor przez otwarte na oścież okno, ojciec terminator ucieszy się z ofiary w postaci przechodniego, najlepiej turysty – żeby w nudniejszej niż telenowele pracy opowiadał, enpe. że słoń nadepnął mu na ucho. Niesie to za sobą wytłumaczenie, dlaczego a) nie gra na skrzypcach b) śpiewa jedynie pod prysznicem w dźwiękoszczelnej łazience. A związki kojarzą mi się jedynie z atomami, chemią oraz fizyką. Mhm, wcale nie mam obsesji na punkcie emocjonalnych popaprańców, którzy chcąc mnie rozweselić, wybierają ciastko z nadzieniem, na które przypadkiem jestem uczulona. Zmieniając temat, dziesięć miesięcy minęło od poprzednich wakacji. Z perspektywy czasu ; moje pięćdziesiąt procent cieszy się z czerwcowych, lipcowych, sierpniowych słodkich dni, a pozostałe zauważa, że nie zdążyłam sporządzić listy postanowień noworocznych. Więc, o to dziesięć punktów, które –przyrzekam- zrealizuję! Jeden : nie wymyślać planu zagłady, tylko dlatego, że wykupiłam ostatnią pepsi z aktualnej dostawy. Dwa : nie pisać wierszy w nocy, bo mylę kartkę z czołem, a później jedynym rozwiązaniem pozbycia się wodoodpornych napisów jest rozpuszczalnik. Najczęściej wybieram opcję ; peeling razy sto pięćset osiemset. Trzy : nie przecinać skrzyżowania, tylko dlatego, że nie mam zasięgu. Cztery ; nie mówić 'nie wiem' słysząc pierwsze słowo pytania, tylko dlatego, że nie dostałam lizaka. Pięć ; nie panikować, kiedy portfel jest przysypany tysiącem papierków, krzycząc na cały sklep ; okradli mnie! Sześć ; ..co za tym idzie – posprzątać. Siedem ; nie myśleć o tym, który gatunek pingwinów najszybciej ślizga się na tym ślicznym, żółtym brzuszku. Osiem ; nie błyskać oczami jak fleszem. Dziewięć ; nie twierdzić, że utrzymam się w autobusie nie trzymając niezidentyfikowanego przedmiotu z napisem 'Kto ma kolczyk w dziwnym miejscu, ręka do góry' a po drugiej stronie 'jeśli podoba Ci się pan/pani obok Ciebie podnieś rękę do góry'. Dziesięć ; umeblować pokój na świecie! Kredensami, stadem bizonów oraz sztuczną traFFką. Mhm, patrząc na ilość negatywnych cech, które powinnam zneutralizować ; daleko mi do Matki z Kalkuty. Gzibki halućinki kochają mnie, a ja kocham je – o o o o i! 29 Marca mam urodziny, mrrrr. kłapenty i nagha. 27/03/2007 16:52:05 [komentarzy 18] Komentuj 24 Marca 2007.”Spisane” Przepraszam, nakręćmy to jeszcze raz właściwie nie byłam do końca szczera. Tak więc teraz patrzę prosto w kamerę Ujęcie pierwsze, negliż naturalny duszy. Na drugie imię mam ; pasażerka sabotażu, pierwsze pozostanie na uboczu, przecież i tak każdy mógłby nie uwierzyć w szczerość. Właśnie mówią mi, żebym zachowała nienaganną sylwetkę tych zeznań.. Bo ponoć ich forma powinna być chodzącym ideałem, modelką. Może ten cynizm jest nie na miejscu, ale oni tylko ciągle pudrują mi wolność, otwierają pory na twarzy nieprzekonania. Przepraszam, znowu zmieniają mi strój i pogubiłam się w tym co chcę krzyczeć. 24.03.06, 9:26. kłapenty i nagha. 24/03/2007 16:58:04 [komentarzy 15] Komentuj 21 Marca 2007."Był mą podróżą dziką, uwolnił mnie Rockendrollowym snem i rozkoszą był." Wyczekiwana wjosna. Gigantyczne kolorowe lizaki, ciepło od wschodu do zachodu, algida opakowanie XXL, twórczość samolotów, tańczące pasma włosów prawie jak latawce, przymrużone powieki. Zabrakło dzisiaj tego wszystkiego i bardzo mi z tym źle. Czekam wciąż, aż trochę zarumienią się doby. I będą przyjemniejsze. Tego chcę, przynajmniej dnia dwudziestego pierwszego Marca roku dwa tysiące siódmego. Tulę .Pokochać Cię mój Charlie Charlie.. kłapenty i nagha. 21/03/2007 15:58:43 [komentarzy 5] Komentuj 17 Marca 2007.And you’re so long gone from the city, I start to miss you, baby, sometimes! Nie muszę wysyłać setek wiadomości bez treści, aby każdy widział, że rozdwajam się jak najbardziej pielęgnowane włosy – w końcu, w swoim czasie. Właściwie odkrywam w sobie wielką niechęć do pesymizmu. Nadal jest to mój odruch bezwarunkowy, ale mam nadzieję, że wkrótce się go pozbędę. Przyzwyczajenia bywają zbędne, na pewno. Tak samo jak powinnam przestrzegać zasad i zamiast ‘no?’ pytać ‘słucham?’. Dodając od niechcenia ‘wielorybku’, ‘kotku’, ‘piesku cziłała’ sprawiając pozory ataku czułości. I nawet zauważyłam, że moje samopoczucie nie zależy od godzin spędzonych pod żółtą kołdrą w kropki. Pseudo-barwne godziny od 7 powinny ustawiać się po odznaczenia. Szeregowy, kapral, bliski przyjaciel rodziny.. Tego trzeciego bardzo nie lubię, ale ja kontra świata i tak dalej. Pierwsza czynność zaraz po przebudzeniu to wyłączenie budzika. Swoją drogą ma sygnał kojarzący się z czujnikiem pożarowym. Czytam fascynujące smsy wysłane po ciszy nocnej, które interesują mnie bardziej niż to co z przymusu powinno mnie pociągać, przyciągać do siebie. A całkowicie zmieniając temat, czy kogoś z zebranych tu również śmieszy minimalna krzywda osób obok? Bo czuję się wyalienowana uśmiechając się kpiąco, gdy ktoś spadnie z krzesła albo wyrzuci zakupy w powietrze potykając się o korzeń drzewa. Możecie mnie nienawidzić dla samej zasady i poczucia godności. A z ważniejszych informacji ; moje nazwisko jest dłuższe niż droga stąd do Pakistanu. I po prostu nie potraficie pojąć, że jestem wiatrem wpadającym przez okno, a czasem nawet przez komin jak Mikołaj. Cóż z tego, że fikcyjny? Wynagrodzę Wam w dzieciach, hahaha. Ale zachowując powagę, której nigdy nie za wiele chciałabym poprosić grzecznie panią Wiosnę o powrót, jak najszybszy. Chciałabym już mieć świadomość , że nie mogę spać do południa, a obowiązki nie poczekają jak wszystko inne. I nie mogę odkładać rozmów, które same proszą się o zainteresowanie. Ja też się sobie podobam i gdybym tylko potrafiła przeleciałabym słodką Nagh. No i wychodzi słońce to znaczy, że niebo zaraz zacznie spadać. Miłego dnia misie-patysie. How sweet to be a Cloud :)))))))) kłapenty i nagha. 17/03/2007 15:16:21 [komentarzy 5] Komentuj 14 Marca 2007.![]() I've got more wit, a better kiss, a hotter touch, a better fuck. Zacznijmy od tego, że ponoć nadal trwa Zima. Astronomiczna, rzecz jasna. A ja gram na niewidzialnej gitarze gdziekolwiek, jakkolwiek i mam wiele powodów, żeby uśmiechać się do każdego tysiąca przechodnich, sąsiadów, a nawet nieprzyjaciół. Biorąc pod uwagę to, że jestem egoistyczną królewną z drewna jest ich naprawdę niewiele. Być może z dwadzieścia miliardów, tak jak fikcyjnych bakterii czy wymyślonych kochanków córek z dobrego domu. Co u Ciebie Nagh, pytasz mnie codziennie. Więc powinieneś wiedzieć, że zazwyczaj piję litr mleka, czytam książkę, która wcale nie odzwierciedla mojego życia i rzucam papierkami od lizaków przez okno. Że niby naturalny nawóz, czyż nie? Zawsze możesz mnie odnaleźć, to działa w obydwie strony. Ale na pewno nie nasze, wybacz ;) Najważniejsze to patrzeć z dystansu. Myślę, że półtora miasta wystarczy, aby zrozumieć, że nie mamy szans, nie mamy. Żadnych świątecznych kart posklejanych fioletowym brokatem, zero połamanych kredek i ołówków nad kartką wspólnych projektów. Cóż, popatrz, kochanie – jestem niedobra i zjadłam Cię ciastkowy potworze! Powinieneś mnie zastrzelić myśląc, że jestem ząbkową wróżką, która kradnie pieniądze niewiernym dzieciom. Trzeba było pomyśleć, cóż za prosta czynność. Zapomniałeś? Przykro mi, lekceważę Cię, ignoruję Cię, nie słucham Cię. A wiesz? Zawsze powtarzałam, że 29 Marca wcale nie jest przeze mnie wyczekiwany. Odkąd blisko mi do Was, tych, którzy nie potrzebują okazji do suszenia zębów niczym ciasto w piekarniku każdy dzień jest swoistymi urodzinami. Raz, dwa, trzy Marta patrzy. Ostatnio brakuje mi czasu, żeby obejrzeć wszystkie filmy, które kurzą się na stole, telewizorze czy też podłodze. Sporządzę ranking, chociaż wiem, że bezkonkurencyjnie zwycięży „Marzyciel”. Motyw z Piotrusiem Panem i Nibylandią podbił moje serce. Fenomenalny spektakl emocji. Powiedz choć raz, „ale mi się chce”, a będę zaszczycona tą zamianą. Nie popędzaj mnie. Nie dalejwięcuj mnie! Naciśnij guzik i ciesz się, że melodyjką nie jest marsz żałobny. Do czasu, chyba. Od dzisiaj, od teraz, postanowiłam pisać więcej, częściej. W końcu w plątaninie metamorfoz nie odnajdę każdego uczucia, prawda? Całuję Ciebie i Tych, kogo Twojego skromnego tyłka. pees. Dziękuje za nic. kłapenty i nagha. 14/03/2007 17:03:56 [komentarzy 8] Komentuj 21 Lutego 2007.W Nowym Jorku deszcz, a w Londynie śmiech Mam to gdzieś, mam to gdzieś, mam to gdzieś Mam to gdzieś, gdy nie ma cię Ja z tych wszystkich miejsc nie przywiozłem zdjęć I gdziekolwiek bym był, to chcę już wracać dziś Mam to gdzieś, mam to gdzieś, mam to gdzieś Mam to gdzieś, gdy nie ma cię Czuję tak jakbym spał i gubił się, rozpuszczał we mgle Tak nic nie bawi mnie, już osiągam ten dziwny stan Wiesz, przypomniałem sobie, że znów tu jestem sam Jeśli wiesz co chcę powiedzieć. kłapenty i nagha. 21/02/2007 15:45:28 [komentarzy 4] Komentuj
|